(Nie)Wielka wymiana książek i inne cuda na Targach książek 2016

20161031_123857_hdr


No i weekend o tematyce książkowej za nami! Ponieważ pierwszy raz byłam na Targach Książki (niestety, mimo, że już 10 lat mieszkam w Krakowie wcześniej nie udało mi się jakoś na nie dotrzeć) to nie 20161028_163405mogę za bardzo porównać tegorocznych targów do poprzednich. Mogę jednak powiedzieć że to naprawdę DUŻA impreza, i jeżeli ktoś lubi takie to się na pewno nie zawiedzie. Spotkania z popularnymi autorami, ciekawe wykłady, miejsca zabaw dla dzieci (jak ktoś ma dzieci to naprawdę warto przyjść) gadżety dla maniaków książkowych, stoiska z grami, puzzlami.. no i co najważniejsze – książki! – masa książek! Wszystkie wydawnictwa w jednym miejscu, naprawdę można się obłowić (i wrócić do domu z pustym portfelem).

Osobiście najbardziej cieszyłam się na wymianę książek która odbyła się w niedzielę, o godz. 14:00. Ponieważ namówiłam męża na pójście ze mną (dzięki temu wymieniliśmy 10 książek), a nie chciałam Mu dokładać łażenia po samych targach (On nie lubi takich imprez), to na targi przeszłam się już w piątek po południu. Ludzi było sporo, jednak nie było jeszcze dzikich tłumów (Bardzo nie lubię imprez na których jest masa ludzi i z reguły unikam tego typu spędów, jednak dla książek zrobiłam wyjątek) więc spokojnie można było pochodzić od stoiska do stoiska, pooglądać, przeczytać i na spokojnie coś kupić. Podobno w sobotę było najwięcej odwiedzających – na szczęście w ten dzień mnie tam nie było, dzięki czemu ominęło mnie przeciskanie się przez tłumy książkożerców 😉

20161028_163318Stoiska które odwiedziłam w pierwszej kolejności to Nieprzeczytane.pl oraz Książka w mieście – ponieważ te mnie interesowały najbardziej. Na nieprzeczytane zakupiłam książkę, dostałam super zakładki – i – cudny kalendarz! z Marianem! (Wylądował na biurku w pracy) Po wizycie w „Książka w mieście” jestem bogatsza o piękną okładkę (w koty!!) na książki oraz lampkę do czytania książek (już przetestowana – działa super, ale niestety do czytnika się nie nadaje)

Po odwiedzeniu głównych punktów na targach, przyszedł czas na spokojne przejście się po stoiskach i szukaniu pięknych zakładek (zbieram zakładeczki wszelkiego rodzaju, więc przyznam się – brałam wszystkie które mi się podobały i które można było brać) oraz czegoś do biblioteczki, w końcu jedna książka po targach to jednak za mało… Co prawda w tym samym tygodniu przyszła do mnie wielka paczka z Nieprzeczytane.pl z kilkunastoma książkami, więc budżet miałam mały… Na szczęście były stoiska na których można było znaleźć coś fajnego nawet za 10 zł. W takiej właśnie cenie udało mi się złowić drugą książkę, na stoisku wydawnictwa Nasza księgarnia.

Bardzo podobały mi się też stemple (ekslibrisy) do książek które można było nabyć na stoisku Radia Kraków – były naprawdę cudne! Niestety już w piątek zabrakło większości wzorów, np. bocianów czy też tego na który ja miałam ochotę – z kotem. Mogłam jedynie popatrzeć jak dzieci przybijają sobie pieczątki na kartkach lub20161029_164831 rączkach. No cóż, dobre i to. Może gdzieś na niego jeszcze trafię.. Albo sama zaprojektuję swój własny ekslibris? Oczywiście z kotem!

Wiem, że niektórzy mogli tam spędzić całe dnie i pewnie nadal było im mało, ja jednak miałam dość po 2h (jednak tłumy to nie moja bajka, po 2h czułam się jak po maratonie) i zabrałam się się w drogę powrotną do domu. Strategicznie zaparkowałam przy M1 (fakt, trzeba było przejść się jakieś 10 min, ale omijało się korek przy wyjeżdżaniu z parkingu spod targów), więc szybko się zawinęłam z zakorkowanej 20161030_235304_hdrczęści przy EXPO. Niestety, już po chwili władowałam się w korek w innej części miasta (no, w końcu wszyscy wyjeżdżali z Krakowa) w którym spędziłam ponad 1,5h.. Na pocieszenie miałam torbę pełną rzeczy z targów 😉

Teraz przejdę do tego na co tak bardzo czekałam – wymiana książek! Zorganizowana przez LubimyCzytać.pl, na którą przyszło naprawdę niewiarygodnie dużo osób. Sama wymiana zaczynała się o 14:00 w niedzielę, a już od 13 ludzie stali i czekali – ja z mężem i kolegą stanęliśmy w kolejce o 13:40 i  zanim dotarliśmy do salki była godzina 15:00. Była chwila zwątpienia… Mąż nawet chciał mi kupić 5 książek żebyśmy już tylko zwiali z tej kolejki, jednak twardo oponowałam – w końcu jak już przyszłam na wymianę to ma być wymiana! Niestety potem trochę żałowałam, że nie przystałam na Jego propozycję.. Macie czasem tak, że się tak bardzo na coś nastawicie oczekując cudów, achów i ochów, jak już przychodzi co do czego to czujecie tylko niedosyt i rozczarowanie? No cóż, ja właśnie tak miałam – i wcale nie chodzi o stanie w kolejce, bo wiedziałam, że tego się nie uniknie. Chodzi mi o sam moment wymiany – mała salka – nie wiem, może 30 m2 – wąski stół i może 20 osób na raz w pokoju. Książek nie było za dużo – bo i skąd, skoro na salce razem było ok 20 osób, a każda mogła dać max 5 książek – więc z wielkiej wymiany książek zrobiła się NIEwielka wymiana… Na stołach zostawały te książki których już nikt nie chciał brać, a jak przychodziło kilka nowych (były przynoszone przez Panie w różne miejsca stołu), to osoba która była najbliżej szybko je łapała i oddawała na stół te którymi nie była zainteresowana (jak najbardziej to rozumiem). Szkoda, że nie było ze 3x większej sali, wtedy i książek byłoby więcej na raz i szybciej by to wszystko szło..

No, ale żeby nie było tak negatywnie – nie było przepychanek (przynajmniej ja nie widziałam), wyrywania sobie książek ani krzyków – było bardzo kulturalnie, a Panie obsługujące wymianę starały się jak mogły żeby wszystko szło sprawnie. Najważniejsze, że koniec końców, mimo wszystko udało mi się upolować całkiem fajne książki – jestem zadowolona z 8/10. Do dwóch będę musiała zdobyć wcześniejsze części (np. Igrzyska śmierci – upolowałam część II – potrzebuję jeszcze I i III), ale nie zniechęciło mnie to do zabrania ich ze stołu. Poniżej moje zdobycze z wymiany:

20161031_194759_hdr

Czytaj całość

Koniec opowieści o osobliwcach? – „Biblioteka dusz” – Recenzja

biblioteka dusz


No i jestem po trzeciej, ostatniej już części „Osobliwego domu Pani Peregrine”. Choć książka była bardzo dobra, to jestem nią troszkę zawiedziona. Czym? Zakończeniem. Dokładniej nie samiutkim zakończeniem ale tym na co w sumie czeka się od początku czytania 3 części. Jakoś to wszystko poszło za łatwo i za szybko gdy już dotarło się do końcowej części książki.. Nie wiem, może po prostu oczekiwałam czegoś „WOW” a dostałam „wow” i to było dla mnie za mało 😉 To było trochę jak wulkan który robi dużo hałasu, trzęsienie ziemi, a na końcu zamiast wodospadu lawy jest tylko małe „puf”. Chmurka dymu i tyle 😉 Poza tym na koniec oczekiwałam czegoś co ma większy sens (no większy sens jak na osobliwców), a to co miało być zwieńczeniem całej serii i przysłowiową czereśnią na torcie stało się, jak dla mnie tylko namiastką tego co faktycznie można było tam umieścić.20161024_223702

Żeby nie było, że tylko marudzę, to patrząc na całość książki uważam, że jest naprawdę fajna i dobrze się ją czyta. Klimatem nie ustępuje dwóm wcześniejszym częsciom, a początkowo nawet je przewyższa… Przez większość książki nie mogłam oderwać wzroku od przewracanych kartek, a każda następna strona potrafiła mnie zaskoczyć. Naprawdę nie mogłam się oderwać. Momentami było nawet dość strasznie (użyłabym nawet słowa „makabrycznie” czytając niektóre opisy postaci czy zdarzeń), co mi bardzo przypadło do gustu, ponieważ właśnie tego oczekiwałam zabierając się za pierwszą część tej serii.

Bardzo spodobał mi się wątek związany z „Matką Pył” która chyba jest najbardziej tajemniczą postacią tej części. Jednak porównując tę część do wcześniejszych, nie poznajemy tu dużej ilości nowych osobliwych mocy, na co miałam cichą nadzieję sięgając po „Bibliotekę dusz”.

20161024_223813Jacob, który odkrywa w sobie nowe umiejętności, stara się zrozumieć swój dar (który niestety dla niego i reszty nie zawsze działa :P). Razem z Emmą (która włada ogniem) i Addisonem (gadający psem) wyruszają na poszukiwania porwanych przyjaciół. W trakcie wyprawy trafiają do mrocznej i niebezpiecznej pętli, osadzonej czasach wiktoriańskiej Anglii, w miejsce zwane „Diabelskie poletko”. Miejsce, w którym zaufanie komuś może kosztować ich życie, a o wartości czegokolwiek mówi ilość fiolek z dziwnym płynem, jaką za to coś można dostać. Wędrując z Jacobem przez poletko poznajemy osobliwców od innej strony, bardziej mrocznej, podstępnej, zawistnej i materialnej. To w tej części dowiemy się, jaka przyszłość czeka porwane dzieci, ymbranki i cały świat, a także co stanie się z kiełkującym dopiero uczuciem Emmy i Jacoba.

Tak jak i w poprzednich częściach trudno tu cokolwiek przewidzieć, a klimatu dodają cudowne fotografie, które często pozwalają jeszcze bardziej odczuć mroczną stronę powieści.

Jak dla mnie 7,5/10 (gdyby nie ta końcowka.. dałabym 9/10)

Ilość stron: 496

Ocena na lubimyczytać.pl : 8,27/10

Czytaj całość

Jeszcze więcej osobliwości czyli „Miasto Cieni” – Recenzja

20161010_172138


Podobno w trylogiach często jest tak, że druga część jest gorsza od pierwszej.. No cóż, albo to nie prawda albo mam tu piękny i osobliwy wyjątek od reguły 🙂 Mowa oczywiście o drugiej części Osobliwego domu Pani Peregrine pt. „Miasto Cieni” która wg mnie jest nawet lepsza od pierwszej!

Akcja zaczyna się dokładnie w tym miejscu w którym zakończyła się część pierwsza. Już po kilku pierwszych stronach miałam wrażenie jakbym w ogóle nie przerywała lektury, a ta druga część była napisana jednym ciągiem po pierwszej (Kto wie, może tak było ale zrobili z tego dwie części). Tym razem podróżujemy razem z Jacobem i jego przyjaciółmi poznanymi w domu Pani Peregrine, przez Londyn, w czasie II wojny światowej. Dzieci szukają pomocy dla Pani Peregrine, uwięzionej w ciele ptaka. Podczas wyprawy spotykają wiele nowych osobliwców, co ciekawe nie tylko ludzi – także zwierząt! I to nie byle jakich zwierząt – gadający pies palący fajkę czy emurafa (połączenie żyrafy i osła).. to tylko początek na liście tych osobliwych zwierzaków. Oczywiście upiory i głucholce ciągle depczą po piętach bohaterom, nie dając im wytchnienia nawet na moment.20161017_001230

Książka trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Szczególnie dają się we znaki mroczniejsze momenty w opowieści.. i to pytanie „Dlaczego?” które kilka razy przemykało mi przez głowę. Bardzo podobało mi się wrażenie, że wszystko rozwija się niby w dobrym kierunku, już już prawie się coś udaje a tu nagle BACH! i jest źle. Oczywiście za każdym razem to „źle” jest gorsze niż wcześniejsze „źle” 😉  Jednak mimo momentami desperackich kroków, brnięcia w coś co w żaden sposób nie powinno się udać (i z reguły się nie udaje), w bohaterach cały czas tli się dziecięca nadzieja.. Taka która pozwala się im pozbierać po tragedii i próbować dalej mimo nikłej szansy na jakiekolwiek efekty. Chyba właśnie ta nadzieja, mimo całej beznadziejności, pozwala Jacobowi i innym na dotarcie tam gdzie być może nie dotarłby żaden dorosły. Bardzo ważna jest tu przyjaźń, która łączy bohaterów, dzięki której udaje im się zdobyć to, co w pojedynkę nie byłoby możliwe.

Ładnie ujęty został także wątek pogłębiającego się uczucia Między Jacobem a Emmą. Nie jest on słodki niczym miód i nie ułatwia całej podróży. Wręcz odwrotnie – dla bohaterów stanowi to swego rodzaju problem – szczególnie, że nie są pewni czy to co czują jest prawdziwe.

20161017_001249W powieści został ujęty świat w czasach II wojny światowej oczami dzieci, dzieci dla których potworności wojny są w pewnej mierze nierealne. Mimo, że widzą wiele rzeczy nie do końca są w stanie w nie uwierzyć. Nie są w stanie też przejść obojętnie obok problemów innych ludzi (i nie tylko ludzi), mimo, że są tylko dziećmi. Chwilami miałam wrażenie jakby to nie były dzieci tylko ludzie całkiem dorośli – w jednym z takich momentów przypominałam sobie, że przecież te dzieci tak naprawdę przeżyły już wiele lat! Wtedy zaczęłam je postrzegać jako dziecio-dorosłych.

Książka jest cudowna – oczywiście także graficznie – okładka tak samo mroczna i tajemnicza jak w części I, a zdjęcia umieszczone na kartach książki często powodują gęsią skórkę.

Jak dla mnie 8/10!

 

 

Ilość stron: 460

Ocena na lubimyczytać: 7,63/10

 

Czytaj całość

Tam gdzie nierealne opowieści stają się rzeczywistością – „Osobliwy dom pani Peregrine” – Recenzja

20161010_172201


Na pewno każdy z nas, albo przynajmniej większość pamięta czasy, gdy dziadek lub babcia (albo rodzice) opowiadali historie ze swej młodości które często wydawały się nieprawdopodobne lub wręcz nierealne. Ja do tej pory czasem się zastanawiam, czy część historii opowiadanych przez moją babcię było prawdziwe..

Jacob, główny bohater powieści „Osobliwego domu Pani Peregrine” też słyszał wiele tajemniczych historii od dziadka. Były to historie opowiadające o dzieciństwie dziadka, z czasów II wojny światowej, gdy przebywał w tajemniczym sierocińcu na walijskiej wysepce. Dziadek utrzymywał, że wszystkie przedstawione historie są prawdziwe, a Jacob mając kilka lat z zapartym tchem pochłaniał każde słowo. Jednak gdy podrósł, uznał, że to tylko wymyślone bajki na dobranoc, mimo, że dziadek za każdym razem utrzymywał, że nic nie zmyślił. No ale kto wierzy w latające, znikające czy wytwarzające w rękach ogień dzieci I w dziwne potwory? Nawet jeżeli dostaje w ramach dowodu zdjęcia owych dzieci.. W końcu zdjęcia można w jakiś sposób zafałszować. Tak właśnie myślał Jacob gdy już jako 15 letni chłopak spotykał się z dziadkiem. Jednak gdy pewnego dnia dziadek zostaje zaatakowany i ginie w tajemniczych okolicznościach koło własnego domu, a Jacob widzi coś czego widzieć nie powinien, zaczyna mieć wątpliwości. Czy dziadek faktycznie znał dzieci o specjalnych zdolnościach? Czemu nikt nie chce o tym rozmawiać? I jeżeli sierociniec istniał w czasach wojny to czemu słuch o nim zaginął? Jacob wyrusza w podróż w miejsce gdzie ma nadzieję znaleźć odpowiedzi na wszystkie pytania. Także na to, dlaczego jego dziadek musiał zginąć.. A odpowiedzi nie zawsze są tym czego się spodziewa..

Im dalej zagłębiamy się w tą historię, tym więcej pytań i niejasności. Kim jest Pani Peregrine? Dlaczego ludzie w miasteczku nieopodal miejsca gdzie był sierociniec nie chcą nic o nim mówić? Ta opowieść, choć początkowo troszkę przynudza, to już chwilę później wciąga po same uszy! I choć spodziewałam się mroczniejszej powieści, ta którą przeczytałam bardzo mi się podobała. Jest pełna tajemnic, a czytając kolejne strony chce się wiedzieć więcej i więcej. Pochłania, naprawę! Moim zdaniem nie tylko dla młodzieży 🙂

Dużym atutem tej książki są zdjęcia, m.in. osobliwych dzieci, które nadają opowieści mrocznego i tajemniczego klimatu. Jak patrzę na te zdjęcia.. to się sama zaczynam zastanawiać czy może te dzieci nie istnieją gdzieś naprawdę.. 😉 Boska jest też sama okładka – twarda, w kolorystyce przypominającej zdjęcia ze starych albumów… Jest mroczna i cudowna zarazem.

20161010_212614

20161010_212528

 

Na chwilę obecną dorwałam już 3 część i nie mogę się doczekać aż siądę i dam się pochłonąć! 🙂

A recenzja drugiej części, pt. „Miasto Cieni” pojawi się już jutro!

Czytaj całość

Ciekawie acz przewidywalnie czyli „Zakazana magia” – Recenzja

zakazana-magia


Zacznę od pytania – Czytał ktoś książkę „Zakazana magia”? i resztę książek z tej serii (seria „Septimus Heap”)? Jeżeli czytaliście… Czy z czymś się wam kojarzyła? Bo aż mnie palce swędzą aby napisać z czym mi się kojarzy ta historia.. Jednak obawiam się, że w jakiś sposób mógłby to być spojler więc chyba się opanuję i tego nie zrobię.. Ale to jest tak podobne, że no, naprawdę.. ;D Nie zmienia to jednak faktu, że fabuła sama w sobie jest całkiem niezła. Pewnie gdyby mi tak bardzo nie przypominała innej powieści to napisałabym nawet, że jest dobra. Bo naprawdę historia jest ciekawa i wciągająca, a świat i postacie dopracowane. Jednak, niestety – mam wrażenie jakby autorka, zamiast wymyślić coś całkiem nowego wzorowała się na już istniejącej historii i tylko pozamieniała pewne rzeczy miejscami. Przez to (a może to nie przez to?) książka ta jest w 80% przewidywalna, przynajmniej dla mnie.
Na obronę tej historii mogę powiedzieć, że następne części już są i mniej przewidywalne i co ważniejsze mniej podobne do… 😉

No, to co my tu mamy: dziewczynka która myśli, że wie kim jest ale okazuje się inaczej, wielodzietna rodzina ukrywająca pewną tajemnicę, a także ktoś kto nie zna swojej przeszłości. Duchy, przejęcie królestwa, działająca na nerwy czarodziejka nadzwyczajna, a do tego czarny charakter w postaci złego maga.. 🙂

Podoba mi się wątek Jenny, Nico i chłopca 412 – mimo, że dość łatwo było przewidzieć co się będzie działo z nimi dalej, to fajnie się o tym czytało.
No i oczywiście szczur pocztowy – Stanley! 😉 Ta postać była dla mnie zaskoczeniem jak i cały wątek z nią związany – co mi się bardzo podobało.
Za to Marcia działała mi na nerwy – strasznie. Nadal działa (a czytam już 3 część!) i chyba niestety już nie przestanie. Chyba nie lubię postaci które uważają się za najmądrzejsze na świecie (nawet, jeżeli faktycznie są bardzo mądre) 😉

Podsumowując, całkiem fajna, lekka opowieść ale kierowałabym ją raczej do młodszych odbiorców, starsi mogą się przy niej trochę nudzić (albo nawet bardzo :P).

Czytaj całość