Czy brutalność i romantyzm idą w parze? – „Anatomia uległości” – Recenzja

20161104_084533


Melania na początku wydaje się być po prostu ładną, dość płytką kobietą, której nie obchodzą uczucia mężczyzn z którymi się spotyka. Zmienia ich zresztą jak rękawiczki. Jednak gdy poznajemy ją bliżej, okazuje się, że to pierwsze wrażenie jest całkowicie błędne, a ona sama zbudowała sobie mur dzięki któremu nikt nie jest w stanie jej skrzywdzić. Jednak do czasu… Gdy spotyka Adama wszystko się zmienia. Nagle okazuje się, że nie znali samych siebie, a związek który zaczyna ich coraz bardziej pochłaniać może albo ich uwolnić, albo zniszczyć..

„Anatomię uległości” przeczytałam już dwa dni temu, ale dopiero teraz udało mi się sklecić recenzję. Dlaczego? Dlatego, że nie do końca wiem jak się ustosunkować. W przypadku tej książki nie umiem powiedzieć – podoba mi się/nie podoba mi się – tak jak w większości przypadków. Chciałam ją czytać i jednocześnie nie chciałam. Z niecierpliwością przerzucałam strony, chłonąc historię Mel i Adama, jednak miałam problem z przyjęciem tego, w jakim kierunku idzie ich znajomość w sferze doznań seksualnych. Przez to nie raz i nie dwa miałam ochotę odłożyć książkę. Nie dlatego, że mi się nie podobała – po prostu momentami była dla mnie zbyt mocna. Jakoś tego typu erotyk nie bardzo do mnie trafia – wolę subtelniejsze. Jednak czytelnicy żądni mocnych wrażeń, szczególnie erotycznych będą zachwyceni… („50 twarzy Graya” może się schować – w porównaniu z „Anatomią” to było milutkie romansidło ;)) – choć, żeby nie było niejasności, „Anatomia” nie jest powieścią w której chodzi tylko o opis ostrych, brutalnych doznań
cytat1seksualnych. To powieść która pokazuje, że prawdziwa miłość to taka w której najważniejsze jest zaufanie i możliwość spełniania pragnień, także tych o których ludzie często nawet wstydzą się pomyśleć, a co dopiero powiedzieć partnerowi. Daje też do zrozumienia, że człowiek czasami nawet sam nie wie czego pragnie, a wiedza ta może go nieźle zaskoczyć, lub nawet czasem przerazić.

Co mi się podobało? Emocje. Emocje, które aż wyciekały z każdej zapisanej kartki. Momentami aż drżałam z przejęcia i oczekiwania co będzie dalej… Prawie namacalne było to, co odczuwała główna bohaterka, momentami miałam nawet ochotę płakać razem z nią z bezsilności, wściekać się i tupać nogą, a koniec końców śmiać się. Mimo to, trudno było mi było przyjąć do wiadomości, że jej zaczyna dawać szczęście to co dla mnie jest niezrozumiałe – że dla Mel i Adama brutalne, ostre (często bardzo zmysłowe) gry przeplatają się z cudowną, romantyczną i głęboką miłością tworząc mocny, cudowny, pełen zaufania związek.

Być może mój wewnętrzny brak akceptacji takiego związku wynikał z tego, że sama Melania nagle robiła coś (i od razu to pokochała) co jeszcze kilka stron wcześniej (ba! czasem kilka linijek wcześniej) było dla niej powodem strachu, niezrozumienia i w ogóle nie do zaakceptowania. Tak jakby nagle jej przekonania zmieniły się o 180 stopni. Ja rozumiem powolne zmiany, jakieś delikatne próby BDSM ale żeby tak od razu z marszu w sam środek tego typu zabaw? No nie wiem, ale jak dla mnie to ona powinna uciec z wrzaskiem 😉

Muszę jeszcze napisać że bardzo fajne jest to, jak autorka wykreowała postacie drugoplanowe. Chociażby wątek Susan i Patricka – choć obejmował tylko kilka stron – zdążył zapaść mi w pamięć, a sam Patrick – nieźle wkurzyć. Większość postaci, które pojawiają się w tej książce, ma jakiś wpływ na czytelnika i jego odbiór powieści jako całości.

Jak dla mnie 6,5/10

Ilość stron: 589

Ocena z lubimyczytać.pl: 7,51/10

 

Dobrze się czytało? Może polubisz też to:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *