„Jedna niezwykła rzecz” – Recenzja

jedna_niezwykła_rzecz

Książka kupiona całkowicie przez przypadek, niepozorna i wzięta do samolotu jako „umilacz podróży”, okazała się godną polecenia historią. Historią 9 osób. Historią tych osób jako grupy, w której znaleźli się przez przypadek, a także każdego z osobna. Bo każdy nosi w sobie niezwykłą historię, która sprawia, że staje się takim, a nie innym człowiekiem i że pojawiamy się w takim, czy innym miejscu. Tak jak u bohaterów tej powieści, czasem są to rzeczy małe i proste, a czasem wielkie i skomplikowane. Czasem mamy na nie wpływ, a czasem nie. Ale wszystkie wpływają na to jacy jesteśmy w tym momencie.

„- Lancelot był moim ulubionym rycerzem.

– Nie jestem jak on – powiedział pan Pritchett. Uważał nadmiar romantyzmu za śmieszny. I nie lubił przygód.

– Czasami dorastamy do swego imienia. – odrzekła dziewczyna. – Może pan zadziwić samego siebie, panie rycerzu.”

Pewnego spokojnego popołudnia, w pewnym mieście Stanów Zjednoczonych, w konsulacie Indyjskim przebywa 9 osób, w większości całkowicie sobie obcych, także pod kątem wyznania czy pochodzenia. Zamożne małżeństwo, naburmuszona młoda Chinka z babcią, studentka, młody muzułmanin urodzony w Ameryce, były amerykański żołnierz oraz dwoje pracowników konsulatu – wszyscy zajęci swoimi sprawami, pochłonięci przez własne myśli, nie zauważają pojawienia się dziwnych dźwięków. Nagłe trzęsienie ziemi sprawia, że zostają uwięzieni w częściowo zawalonym budynku. Grupka osób musi współpracować aby przeżyć, oczekując na pomoc. Gdy zaczyna zalewać ich woda, a sufit niepokojąco trzeszczy, emocje i stres wymykają się spod kontroli. Konflikty wiszą w powietrzu, zaczynają się tworzyć podziały, dochodzi nawet do rękoczynów. Aby uspokoić współtowarzyszy, młoda studentka Uma proponuje, aby każdy z obecnych opowiedział jedną niezwykłą historię ze swego życia. Mimo początkowego negatywnego nastawienia do tego pomysłu, zaczynają, po kolei, opowiadać historie ze swego życia. Historie, które opowiedziane innym nabierają nowego znaczenia. Historie, które poruszają i zmuszają do przemyśleń. Żona spojrzy inaczej na męża, mąż zrozumie lepiej żonę. Wnuczka pozna sekret babci, a były żołnierz ulży swemu sumieniu. Niestety, wraz z czasem który upływa na opowiadaniu i słuchaniu historii, upływa też czas jaki im pozostaje, zanim ich więzienie zaleje woda.. Czy zostaną uratowani? Czy wszyscy zdążą opowiedzieć swoje historie? Czy może…

„- To nie zabawa – odparła Uma. Ściskała w rękach plecak, chcąc im powiedzieć, jak wielką moc mają opowieści. Ale oni patrzyli na nią, jakby była głupia.”

Bardzo ładnie, dobrze utkana opowieść. Choć napisana prostym i łatwym językiem, to opowiada to rzeczach trudnych i bolesnych. Może własnie dlatego dobrze się ją czyta. Mimo tematyki związanej z podziałami na tle rasowym i religijnym oraz tematyki związanej z różnymi grupami społecznymi powieść jest lekka i w jakiś sposób pozytywna. Jakby dawała nadzieję. Spodobał mi się pomysł opowieści w opowieści, gdzie tak naprawdę historia osadzona w czasie teraźniejszym – o grupie ludzi uwięzionych po trzęsieniu ziemi – jest tylko tłem dla łapiących za serce, niesamowitych historii opowiadanych przez uwięzionych. Wbrew pozorom nie są to typowe babskie romantyczne wyciskacze łez, choć i miłość się w nich pojawi. Każdy z członków tej niezwykłej grupy opowiada historię ze swojego życia, która miała, i ma wpływ na jego teraźniejsze JA.

„- Każdy ma jakąś historię – odparła Uma, czując ulgę, że ktoś zaczął rozważać jej pomysł. – Nie wierzę, by ktokolwiek mógł przejść przez życie, nie doświadczając przynajmniej jednej niezwykłej rzeczy.”

Wbrew temu co myślałam kupując ją, powieść trzymała mnie w swoich szponach od pierwszej do ostatniej strony i tak naprawdę czytając ostatnie słowo czułam niedosyt. Być może taki był właśnie zamysł autorki. Dzięki temu bardziej skupiłam się na pojedynczych historiach ludzi, niż na historii dotyczącej trzęsienia ziemi i tego, czy bohaterowie przeżyją, czy nie. Zaczytując się w historii każdego z obecnych zaczęłam się zastanawiać, czy bardziej ciekawi mnie czy przeżyją, czy to co będzie w następnej opowieści. Doszłam do wniosku, że chciałabym wiedzieć więcej o każdym z bohaterów, że o każdym z nich autorka mogłaby napisać osobną powieść. Za pomocą jednej książki, w zaledwie 218 stronach, autorka zdołała stworzyć bohaterów którzy poruszyli coś w moim wnętrzu. Zdziwiło mnie to tym bardziej, że nie spodziewałam się jakichś głębszych przemyśleń przy czytaniu tej cienkiej (dla mnie 218 stron to cienka książka), po okładce wyglądającej na lekkie romasidło książki.

Jak dla mnie 7,5/10

Ilość stron: 218

Ocena na lubimyczytać.pl : 6,45/10

Dobrze się czytało? Może polubisz też to:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *