Augusta Docher „Kryształowe Serca” – Recenzja

krysztalowe serca

Pierwsza w tym roku recenzja 🙂 Z powieścią „Kryształowe serca” spotkałam się już parę miesięcy wcześniej, gdy była jeszcze publikowana rozdział po rozdziale na blogu autorki. Niestety (dla Augusty Docher jak najbardziej „stety” bo udało się Jej wydać książkę :)) tylko do ok. 10 rozdziału, ponieważ wydawca poprosił o niepublikowanie kolejnych. Ponieważ bardzo nie lubię niedoczytywać książek, a do tego zdążyłam się wciągnąć w fabułę, pozostało mi jedynie cierpliwie czekać na papierowe wydanie. Choć nie lubię czekać (w sumie kto lubi?) to założyłam, że będzie warto. I co? I nie pomyliłam się!

Jest to powieść o młodej studentce, fotomodelce, która po odrzuceniu podejrzanej sesji zdjęciowej na Ukrainie zostaje uprowadzona i uwięziona w pięknej posiadłości na Lazurowym Wybrzeżu. Porywaczem okazuje się bogaty, pewny siebie młody mężczyzna. Choć Fabiana jest traktowana raczej jako gość niż więzień, to nie zna powodu dla którego jest przetrzymywana, w jej pokoju zainstalowane są kamery, a bramy pilnują ochroniarze. Choć początkowo dziewczyna jest przerażona i wściekła, a jedynym uczuciem jakie żywi do swego porywacza jest nienawiść, to z czasem, wbrew swej woli, zaczyna czuć znacznie więcej.. Niestety porywczy i wydający się czasem szalony Karim nie jest chyba dobrym obiektem do  obdażania jakimikolowiek uczuciami… Szczególnie, że nie chce powiedzieć dlaczego więzi Fabianę, a jego dom i on sam skrywa tajemnicę związaną z dziewczyną z powodu o jakim nawet jej się nie śniło… Do tego wszystkiego pojawia szeptane po cichu, także przez służbę, imię – Viviane – kim jest ta kobieta i co ma wspólnego z Fabianą? I czy Fabiana na pewno chce to wiedzieć? W końcu, są takie tajemnice które nie powinny być odkryte, bo prawda czasami boli bardziej niż kłamstwo..

„Czas nie goi ran – powtarzała nie raz jej matka. – Nie zabliźnia ich. Czas jedynie pozwala nam przywyknąć do bólu po stracie”

Tak jak pisałam na początku, powieść wciąga. Historia jak zwykle jest oryginalna, a Pani Augusta udowadnia że nie trzeba powielać schematów (nawet swoich własnych!) aby zrobić coś co wciągnie czytelnika. Muszę przyznać, że póki co nie zawiodłam się na żadnej powieści autorki, a im więcej czytam tym chętniej czekam na następne 🙂 Wracając do tematu – „Kryształowe serca” to bardzo dobrze i ciekawie wykreowane postacie o mocnych charakterach, lekkie pióro i fabuła pełna tajemnic i niedomówień które na końcu zostają bardzo ładnie rozwiązane i zamknięte. Główną bohaterkę – Fabianę – bardzo polubiłam już na początku, za odporność na namowy do czegoś czego zrobić nie chciała oraz za stanowcze, odpowiednie zachowanie w sytuacji która dla każdej kobiety byłaby trudna. Myślę, że już z tych pierwszych rozdziałów wiele młodych dziewczyn mogłoby się uczyć. I choć te pierwsze rozdziały giną w natłoku późniejszych wydarzeń, mi zapadły w pamięć, co, muszę przyznać, nie zdarza się zbyt często.

„Straciła poczucie czasu. Gdy się obudziła, nie miała pojęcia, która może być godzina, za to doskonale zdawała sobie sprawę, że nie jest u siebie w mieszkaniu w Bemowie.”

Drugą postacią która także zapadła mi w pamięć to (nie, o dziwo nie Karim, który choć w zasadzie był bardzo ciekawą postacią o „wielu twarzach” jakoś mnie nie przekonał) Alija, pokojówka (chyba można ją tak nazwać?) Fabiany która stała się dla niej niemal siostrą w czasie, gdy była więziona. Szczególnie podobało mi się jak wybuchła gniewem na Karima, gdy zobaczyła, że Fabiana jest przez niego smutna – choć bała się jego rekacji (w końcu to jej pracodawca).

„- Co ten zapchlony pies ci zrobił?! Zabiję go jak wróci! Przysięgam!”

Dość ciekawe jest także to, że tytuł powieści nawiązuje do pewnej baśni wietnamskiej, którą w pewnym momencie opowiada Fabiana. Baśń jest prawdziwa i można ją (a także inne baśnie) przeczytać – gdzie? – Tego możecie dowiedzieć się czytając powieść Augusty Docher, bowiem informacja ta jest umieszczona w stopce strony, na której Fabiana ją opowiada.

Na koniec wspomnę jeszcze tylko o wyglądzie i trwałości książki. Okładka sztywna (ale nie twarda) ze skrzydełkami, dzięki czemu aż tak się nie niszczy. Na pewno lepsza jakościowo niż okładki do innej serii Autorki – „Konkurs na żonę” – które już po jednym czytaniu wyglądają kiepskawo. Jeżeli chodzi o sam obrazek to nie jestem jakoś bardzo zachwycona – Ani Karim, ani Fabiana z okładki do mnie nie przemawiają 😉

Jak dla mnie 8/10

Ilość stron: 376

Ocena na lubimyczytać.pl (na dzień 06.01.2018) : 7,47/10

 

 

Dobrze się czytało? Może polubisz też to:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *