Jacek i kot – Bajka

JACEK I KOT


W pewnym dużym mieście mieszkał Jacek. Jacek miał 29 lat, pracował jako informatyk w dużej firmie, mieszkał w ładnym mieszkaniu a każdy jego dzień miał ustalony harmonogram. Tak, Jacek uwielbiał mieć wszystko uporządkowane, poukładane i zaplanowane. Wstawał o 9 rano, zjadał śniadanie, umył naczynia, wziął szybki prysznic i w pracy był na 10:30. O 14:00 szedł na obiad. Po dokładnie 8 godzin od przyjścia do racy wstawał od komputera, sprawdzał dwa razy czy wszystko zabrał – klucze, portfel, telefon – i zbierał się do wyjścia. Po drodze szedł na zakupy. Nawet jadłospis na tydzień był dobrze rozplanowany. Na każdy dzień inne danie na kolację inne na obiad. W każdą niedzielę zapisywał jakie dania zrobi sobie w następnym tygodniu. Potem robił listę zakupów, każdego dnia kupował produkty potrzebne do zrobienia dania z dnia następnego. Uważał, że dzięki temu jak czegoś zapomni to jeszcze będzie miał możliwość dokupienia w dniu następnym. Wieczorami grał na swoim komputerze w różne gry, a godzinę przed snem czytał książkę. Spać kładł się dokładnie o 23:00, bo mniej niż 9 godzin snu powodowało że był niewyspany i zły przez cały dzień. We wtorki i czwartki wychodził na piwo z kolegami, a w środy grał w gry planszowe. I tak mijały Jackowi dni, z czego był bardzo zadowolony.

Pewnego deszczowego dnia gdy wieczorem grał w jedną ze swych ulubionych gier usłyszał dziwny dźwięk.

– Co to tak jęczy? – powiedział do siebie zdziwiony – Hmm chyba coś za oknem..

Jacek wstał z fotela i podszedł do balkonu. Ledwo otworzył drzwi do pokoju wpadła przemoczona, czarna, futrzasta kula!

– Co jest!? – krzyknął wystraszony i szybko zamknął drzwi.

Nagle kula się ruszyła, otrzepała mocząc wszystko dookoła – łącznie z Jackiem – i miauknęła.

– Kot? – zapytał głośno Jacek patrząc jak pod futrzakiem robi się coraz większa kałuża.

– Nie no, sorry mały ale nic tu po tobie – powiedział do kota i podniósł go z zamiarem wyrzucenia na balkon, skąd wcześniej przyszedł.

Otworzył drzwi i już miał wystawić kota gdy poczuł jak pod jego rękami zwierzątko drży. Popatrzył na deszcz który intensywnie padał na balkon.

– Boisz się? – zapytał, mimo, że nie spodziewał się żadnej odpowiedzi – No, faktycznie jest trochę zimno.. i mokro..

Jacek stał tak niezdecydowany w drzwiach balkonu przez dłuższą chwilę. Kot zrezygnowany wisiał w jego rękach jak szmaciana lalka. Po chwili namysłu wrócił wraz z kotem do pokoju i zamknął drzwi.

– No dobra, leje i jest paskudnie więc możesz zostać. Ale tylko dziś, ok? – poważnie powiedział do kota, który w odpowiedzi zwinął się w kłębek przy drzwiach i zasnął.

Jacek patrzył na kota przez dłuższą chwilę, po czym odwrócił się by wrócić do porzuconej nagle gry. Siadając na fotelu jego wzrok przykuł zegar na ścianie – było po 23! A jeszcze trzeba wziąć prysznic! Chyba nie będę wyspany jutro..” pomyślał poirytowany. Jacek wziął szybki prysznic, umył zęby i położył się do łóżka.

– Miau.. Miau.. Miau! – z rana rozległ się drażniący uszy dźwięk zaraz obok położonej na poduszce głowy Jacka.

-Co z tym budzikiem.. Przestawił się dzwonek w telefonie? I w ogóle która godzina!? – mamrotał do siebie zaspany, szukając ręką telefonu.

Nagle jego ręka trafiła na coś miękkiego i puszystego. Dodatkowo to coś się ruszało!

-Co do..!? – Jacek obrócił głowę w stronę dziwnego czegoś, otworzył oczy i napotkał spojrzenie okrągłych, złotych oczu.

-Miau! – miauknął kot siedząc na krawędzi łóżka. Łapką zaczepiał wystającą spod kołdry rękę Jacka. Nie drapał, tylko delikatnie dotykał.

W pierwszym momencie Jacek stwierdził że to nawet miłe uczucie. Jednak po chwili, w pełni rozbudzony krzyknął:

– Co Ty robisz na moim łóżku! Zmiataj stąd! – krzyknął na kota jednocześnie sięgając po telefon.

– Jest dopiero 7:30? Czemu budzisz mnie o takiej porze!! – oskarżycielskim głosem zapytał kota.

Kot zamiauczał w odpowiedzi i zeskoczył z łóżka. Teraz miauczał z poziomu podłogi, i nie wyglądało na to aby miał zamiar przestać.

– Czego Ty chcesz? Czemu nie śpisz? – zastanawiał się na głos Jacek – może.. jesteś głodny?

Jacek niechętnie wstał z łóżka i poszedł do kuchni z zamiarem rzucenia mu czegoś z lodówki do jedzenia. Wyciągnął kilka plasterków szynki i kawałek kiełbasy. Kot chyba faktycznie był głodny bo plątał się cały czas Jackowi między nogami, ocierając się o nie przymilnie.

– Masz, i daj mi spać! – upomniał kota, dając mu szynkę na ziemię, po czym wrócił do łóżka.

„Hmm która godzina?” – pomyślał budząc się Jacek. Spoglądną na telefon – o cholera! Jest po dziesiątej!

– zły wyskoczył z łóżka i pobiegł do łazienki.

– Spóźnię się! To wszystko przez tego kota! – krzyczał, kiedy brał prysznic jednocześnie próbując umyć zęby.

Po 10 minutach Jacek ubrany chwycił plecak i już miał wychodzić gdy jego wzrok napotkał zwiniętego w kłębek kota na fotelu.

– Złaź! Wychodzimy! Popatrz, już nie pada, możesz sobie iść! – Chciał chwycić kota, ale ten nadzwyczajnie szybko schował się pod kanapą.

– Nie mam czasu, chodź tu! – mamrotał Jacek, jednak kot nie zwracał na niego najmniejszej uwagi, jedynie jego oczy śledziły ruch ręki chłopaka. Raz nawet kot pacną łapą rękę Jacka, jednak o dziwo nie użył pazurów.

– Osz Ty! Dobra otwieram okno, mam nadzieję że sobie pójdziesz.. Bo jak wrócę i zobaczę, że coś to napaskudziłeś… To nie ręczę za siebie! – powiedział na odchodne Jacek, zamykając za sobą drzwi mieszkania. Do pracy trafił 30 min spóźniony, głodny i ogólnie zły.

– Co to się stało, że nie przyszedłeś jak zwykle dokładnie na stand-up? Zapytali rozbawieni koledzy.

– Czyżbyś zarzucił codzienną rutynę? – Zapytał udając powagę Tomek – kolega siedzący najbliżej, po lewej stronie Jacka.

– Kot się stał – odpowiedział na wcześniejsze pytanie pomijając zaczepkę kolegi patrząc wymownie na jedyną w teamie koleżankę – Monię. Wiedział, że uwielbia koty i zaraz się zacznie przesłuchanie, ale wolał mieć to już z głowy, a nie chciało Mu się wymyślać innego powodu spóźnienia.

– Kot!? Masz kota? Jak wygląda? Skąd go masz? Lubi się tulić? Przyniesiesz go? Mogę zobaczyć? – w ciągu 5 sekund został zbombardowany milionem pytań dotyczących kota, o którym miał nadzieję zapomnieć jeszcze tego samego wieczoru.

– Nie mam, a na pewno nie będę miał wieczorem. Przypałętał się jakiś wczoraj, a, że lało, to pozwoliłem mu zostać.. Do dziś.

– Aha.. Czyli pewnie z rana go wyrzuciłeś? – trochę z żalem powiedziała koleżanka.

– No.. Chciałem, ale zwiał pod kanapę.

– Aha.. – widać było że koleżanka ledwo powstrzymuje uśmiech.

– Czemu się cieszysz? Zostawiłem okno otwarte i kazałem mu wyjść. Nie mam czasu dla kota. Przez Niego się nie wyspałem, spóźniłem i nie zjadłem śniadania! Mam nadzieję że jak wrócę do domu to go nie będzie!

– Mhm, marzenie ściętej głowy.. – mruknęła w odpowiedzi chichocząc, jednak Jacek już tego nie usłyszał bo poirytowany włączył muzykę, ubrał słuchawki i zabrał się do pracy.

„Uff w końcu w domu” pomyślał Jacek otwierając drzwi od mieszkania. Był przemoczony, po południu zaczęło padać, a On nie miał ze sobą parasola – „Dobrze że mam blisko” stwierdził do siebie w myślach naciskając klamkę. Wszedł, zaczął zdejmować buty i rzucił torbę z zakupami na fotel.

-Maiuuu! Arghh! – rozległ się wrzask który mógłby obudzić umarłego.

Jacek wystraszony cofnął się i potkną o zdjęty chwilę wcześniej but – Łup! – upadł na podłogę przy okazji uderzając nogą o szafkę.

– Co do…

– Miau?.. – Usłyszał i po chwili siedział na nim kot.

– To nadal Ty? Miałeś sobie pójść! – naburmuszony warkną do kota który nic sobie z tego nie robiąc ułożył się wygodnie na jego brzuchu. Do tego zaczął mruczeć i mrużyć oczy.

– Przestań tak robić! Nie jestem Twoim łóżkiem! – już miał strącić kota, jednak w ostatniej chwili zawahał się – włożył rękę w drżące od mruczenia futro leżącego kota i zaczął głaskać.

– Całkiem miękkie.. Ciekawe jaka byłaby z Ciebie czapka albo rękawiczki, co? – Jakby w odpowiedzi kot otworzył oczy i popatrzył na Jacka jakby chciał powiedzieć „przestań bredzić” – przynajmniej tak wydawało się Jackowi.

– No dobra złaź. Chciałbym wstać – Jacek powoli ściągnął kota z siebie i wstał.

Po pierwszym kroku poczuł mocny ból w kostce lewej nogi – Au! – krzyknął i złapał się fotela.

– No nie.. To przez Ciebie! Pewnie od tego uderzenia w szafkę.. – myślał na głos.

Powoli rozłożył zakupy i popatrzył dookoła. Niby wszystko tak jak zwykle ale jednak.. Jacek próbował doszukać się czegoś (oprócz kota) co się nie zgadzało w pokoju – nagle – Osz Ty kocie!! – krzyknął i podszedł do doniczki z paprotką, a raczej do czegoś co kiedyś mogło być nazwane paprotką. Teraz gdzie z bujnej roślinki pozostało kilka marnych gałązek.

– Kto Ci pozwolił zjadać paproć!? To nie był Twój obiad! Zły kot! – irytował się jeszcze, a kot, jak to kot, patrzył tylko swoimi wielkimi ślepiami lekko przekrzywiając głowę. Podszedł do Jacka i zaczął się o niego ocierać, a po chwili położył się na jego stopach.

– Teraz mam zamiar zrobić sobie kolację, więc bądź łaskaw zejść – powiedział już spokojnym, aczkolwiek nadal złym głosem Jacek.

Wysunął się spod miękkiego kociego futra i podszedł do lodówki. Po chwili poczuł jak kot łazi między jego nogami ocierając się namolnie. Do tego zaczął miauczeć dopraszając się czegoś.

– Co chcesz? Głodny? – Nie nie nie. Nie mam nic dla Ciebie. Możesz wyjść i upolować mysz.

Zadowolony, Jacek zrobił sobie kanapki z szynką i serem. Kot nadal pomiaukiwał cicho patrząc smutno na Jacka.

– No nie patrz tak.. dobra.. masz – rzucił kotu kawałek szynki – ale nie licz na więcej!

Kot porwał szynkę jeszcze zanim dotknęła ziemi i szybko połknął – Chyba faktycznie byłeś głodny – Powiedział Jacek i dał kotu jeszcze dwa plasterki. Popatrzył chwilę wstał i wyjął z lodówki kawałeczek kiełbasy – Masz jeszcze to – rzucił kiełbaskę w stronę kota który podskoczył i złapał ją w locie.

– Łał! No to było niezłe! Jak na kota.

Kot popatrzył na Jacka i.. wskoczył na blat.

– Złaź natychmiast! Już! – Krzyknął Jacek – Kot tylko machnął ogonem i podreptał do zlewozmywaka aby

po chwili.. usiąść w nim.

– Co ty wyprawiasz?

– Miau! – odezwał się kot i trącił łapką kran.

– Chcesz.. wody? Zdziwiony zapytał Jacek po czym odkręcił odrobinę wodę. Ku jego zdziwieniu kot

przechylił łepek i zaczął pić prosto ze strumienia wody. Skończywszy pić kot oblizał się, zeskoczył na ziemię i usiadł, gapiąc się na Jacka.

– Co się tak patrzysz? – Wymruczał Jacek zakręcając kran.

„Ten kot jest dziwny” – pomyślał. Zjadł kolację i usiadł przy komputerze aby w końcu w spokoju pograć w grę. Miał zamiar przez godzinę nie myśleć o niczym, a już w szczególności o kotach.

Włączył laptopa, uruchomił grę i skupił się na misji. Już miał skończyć poziom gdy nagle na klawiaturze i jego rękach pojawiło się znajome czarne futro zasłaniając mu wszystko i blokując ruch rąk. W tym momencie usłyszał muzyczkę oznaczającą, że będzie musiał przechodzić poziom od nowa.

– No niee! Sio! to nie miejsce dla Ciebie! – odchylił się aby zdjąć kota z biurka, jednak kot wykorzystał sytuację i szybko wskoczył Jackowi na kolana, zwijając się w ciasny mruczący kłębek.

– Złaź.. – Powiedział już mniej pewnie Jacek – A w sumie siedź sobie, przynajmniej jesteś ciepły.

– Mrrr – usłyszał w odpowiedzi od usypiającego już kota.

– No, koniec tego dobrego, ja idę pod prysznic a ty.. Ty się kładź i niczego nie poniszcz! – uprzedził kota, gdyby przypadkiem coś takiego chodziło mu po głowie.

– Jacek nalał sobie wody do wanny i zadowolony zanurzył się zamykając oczy. Nie zauważył że kot przyszedł za nim i teraz chodził w te i z powrotem po brzegu wanny. Nagle – Plusk! – Jacek otworzył oczy i zobaczył jak przemoczony kot wyskakuje z wanny jak oparzony i drąc się na całe gardło biega mokry po

mieszkaniu.

– Miau! Miauu! – wrzeszczał przerażony kot zostawiając po sobie mokre plamy.

– Uspokój się! – krzyknął Jacek, wyskoczył z wanny i mokry pognał za kotem trzymając w ręku ręcznik. Złapał go leżącego pod kaloryferem w kałuży wody.

– Masz coś pecha do wody, co? – powiedział na wpół zły, na wpół rozbawiony wycierając mokre kocie futro. Widok tego przemokniętego kota był tak komiczny, że nie był w stanie się wściec, mimo bałaganu, który zaraz będzie sprzątał.

– Dobra, teraz do spania. Nie mam już nawet siły czytać po tym całym sprzątaniu – powiedział lekko zezując na kota.

– Miau. – cicho miauknął kot.

– Wiesz co, muszę przyznać, że z mojej rutyny mało co zostało przez Ciebie. Dlatego nazwę cię Rutyna, w

skrócie Rut. Pasuje?

Kot przekrzywił łeb i wskoczył na łóżko, zaraz obok stóp Jacka.

– Nie wolno wcho.. – zaczął Jacek ale zamilkł gdy kot ułożył się na jego nogach i wlepił w Niego swoje wielkie złote oczy.

– Ehh.. Chyba mi odbija. Jakby Monia to zobaczyła.. – już widział oczami wyobraźni jak koleżanka turla się ze śmiechu po podłodze w biurze na wieść, że dał kotu spać na swoim łóżku. Rano Jacek poczuł, że coś po nim chodzi. Otworzył oczy i zobaczył jak Rut przygląda się z zainteresowaniem jego szyi.

– Czy byłbyś łaskaw ze mnie zleźć? – powiedział poirytowany sięgając po zegarek.

– No nie.. po cholerę mnie tak wcześnie budzisz!? – krzyknął widząc godzinę 7:30 na wyświetlaczu telefonu.

Zepchnął kota z siebie na ziemię i odwrócił się w drugą stronę, nakrywając głowę kołdrą.

– Miau.. Miau.. Miau! Miauuuuuu!!! – kot zaczął jęczeć wskakując na szafkę zaraz obok głowy Jacka.

– Czego Ty chcesz!? – Wrzasnął na kota który zadowolony z reakcji odwrócił się i zaczął iść w stronę kuchni.

-Aha.. – zrezygnowany mruknął Jacek i wyszedł z łóżka.

Z lodówki wyjął resztę kiełbasy która została z kolacji oraz szynkę i rzucił kotu. Ten zjadł oblizał się i wskoczył na parapet.

– Miau! – zamiauczał kot dotykając łapą okna.

– Chcesz wyjść? No i bardzo dobrze! Zmykaj! – powiedział Jacek otwierając okno. Kot wyskoczył, odwrócił jeszcze na chwilę głowę patrząc Jackowi w oczy i pobiegł przed siebie.

– No, w końcu spokój – powiedział Jacek, jednak z jakiegoś dziwnego powodu nie odczuł z tego radości. Stwierdził, że nie ma sensu wracać do łóżka. Ubrał się, zjadł śniadanie i poszedł do pracy.

– Jacek! Czy Ty się dobrze czujesz? – zapytał Tomek wybałuszając oczy na wchodzącego do firmy kolegę.

– Tak, a bo co? – odburknął Jacek.

– Bo.. jeszcze nie ma 9.. A Ty jesteś w pracy.. – powiedział zdziwiony.

– Jak tam kot!! – wtrąciła od razu Monika.

– Poszedł sobie rano – westchnął Jacek.

– Dziś rano? To pewnie cały wieczór skakał Ci po głowie! To chyba powinieneś się cieszyć że już go nie ma? – Zapytała szczerząc się koleżanka.

– Noo tak, cieszę się, w końcu będę miał spokój – odburknął i ubrał słuchawki.

– Noo widzę właśnie jaki jesteś szczęśliwy.. – Powiedziała Monika wywracając oczami. – Ale kto wie, może kiciuś wróci.. – dodała już ciszej śmiejąc się pod nosem.

Jacek ze dziwieniem zauważył że już powinien wychodzić z pracy – była 17. Zebrał swoje rzeczy i wyszedł. Powolnym krokiem szedł w kierunku mieszkania, myśląc o tym, że dziś żaden kot nie będzie się na niego gapił i czegoś od niego chciał. Wszedł do mieszkania, zdjął kurtkę i usiadł przy biurku. Włączył komputer i zaczął grać. Granie jakoś nie bardzo Mu szło. Co chwilę patrzył na okno albo na krzesło, tam gdzie wcześniej przesiadywał kot.

– Ech, może jednak coś poczytam.. – powiedział do siebie coraz bardziej czując przytłaczającą ciszę mieszkania. Po 30 minutach usilnych prób skupienia uwagi na czytanym tekście odpuścił i odłożył książkę.

– Durny kot, jak był było źle, jak go nie ma jest jeszcze gorzej… – mamrotał do siebie robiąc kanapki. Zły usiadł na kanapie a jego wzrok spoczął na pozostałościach z paprotki – Nachmurzył się jeszcze bardziej. „Głupi, głupi kot” – pomyślał chwytając za doniczkę. Wyszedł na balkon i wyrzucił kwiatka za barierki. Wszedł do mieszkania, odwrócił się z zamiarem zamknięcia drzwi gdy nagle coś miękkiego otarło się o jego nogi.

– Miau? – usłyszał znajomy dźwięk. Spojrzał w dół, skąd wlepiało w niego wzrok dwoje złoto-żółtych oczu.

– Rut! – powiedział ucieszony Jacek.

Dał kotu jeść i zadowolony patrzył jak Rut wskakuje mu na kolana.

– Hmm wiesz co, jak już tak tu łazisz to możesz zostać. Tylko masz mnie słuchać! – powiedział poważnym głosem Jacek – ale najpierw pójdziemy do weterynarza, nie będziesz mi tu przywlekać żadnych paskudztw. Zakupimy Ci też obróżkę.. Jacek zabrał kota do pobliskiej kliniki weterynaryjnej gdzie kota zbadano, zaszczepiono i odrobaczono. Kot dostał też obrożę i książeczkę szczepień.

– No, teraz jestem porządnym kotem – powiedział zadowolony Jacek.

– Miau.. – ziewną kot zasypiając w rękach Jacka.

– No to chyba wszystko, Pańska kotka jest zdrowiuteńka, ale przez następny miesiąc może być trochę osowiała – powiedział weterynarz

– Kotka? W sumie nawet się nie zastanawiałem nad płcią – popatrzył na kota z ciekawością – a czemu osowiała?

– No, będzie mieć małe, za jakiś miesiąc. Nie wiedział Pan? – odpowiedział z uśmiechem doktor i odszedł. Jacek zaniemówił, popatrzył na kotkę i usiadł na krześle.

– O żesz…

Czytaj całość