Historia ludzi w czasach epoki lodowcowej czyli „Dzieci ziemi” – Recenzja

20160922_104438


Przepiękna historia, która jak dla mnie skończyła się o wiele za szybko, choć było to 6 porządnych tomów 😉 Na serię tę składają się poniższe książki:

„Klan niedźwiedzia jaskiniowego”
„Dolina koni”
„Łowcy mamutów”
„Wielka wędrówka”
„Kamienne sadyby”
„Kraina jaskiń”

To 5502 strony które na długo zapadają w pamięć. Głównym wątkiem jest tu historia dziewczynki, a później kobiety o imieniu Ayla w czasach epoki lodowcowej. Jej rodzina ginie podczas trzęsienia ziemi, a ona sama trafia przez przypadek (choć podczas czytania dochodzimy do wniosku, że to żaden przypadek, a po prostu przeznaczenie) do ludzi którzy bardzo się od niej różnią, wyglądem jak i sposobem życia. Ayla będąca „człowiekiem rozumnym” (Homo sapiens) trafia do obozu neandertalczyków. Problemy zaczynają się prawie od razu, bowiem nie każdy z Klanu – jak sami siebie nazywają – chce mieć w nim obcą dziewczynkę, szczególnie że jest dzieckiem „Innych”. Na szczęście dla małej, opiekę nad nią roztacza uzdrowicielka plemienia. Ayla będąc głośną, wesołą dziewczynką musi zmienić swój sposób życia aby zostać zaakceptowana przez obóz. Uczy się ich języka który polega na subtelnych gestach, jako, że ludzie klanu prawie nie mówią, bo nie są w stanie artykułować większości dźwięków. Z czasem zapomina jak się mówi i przyjmuje zwyczaje klanu, nawet wyższość mężczyzny nad kobietą. Jednak jej życie nie jest proste i ciągle staje przed nowymi wyzwaniami. Ayla dorasta, dokonuje wiele własnych wyborów, często niekoniecznie zgodnych z tym co wyznaje klan – za co też często jest na ich sposób karana. W końcu opuszcza obóz neandertalczyków w poszukiwaniu innych ludzi z jej gatunku, jednak mija sporo czasu nim trafia na pierwszą osobę – mężczyznę – który jest podobny do niej. Ayla nie raz ociera się o śmierć, jednak jej silna wola i zdolności (między innymi uzdrowicielskie) pomagają jej przetrwać. Znajduje przyjaciół wśród zwierząt, oswaja nawet konia i nadaje mu imię. Pierwszy człowiek którego spotyka jest ranny i tylko dzięki Niej udaje Mu się powrócić do zdrowia.
„Dolina koni” to część która łączy w sobie dwie historie które łączą się w końcówce książki. Poznajemy w niej Jondalara i sposób w jaki znalazł się umierający w jaskini Ayli.
Od części „Łowcy mamutów” to już nie jest tylko historia Ayli, ale raczej historia Ayli i Jondalara – historia ich wzajemnych relacji, a także ich wewnętrznych rozterek, spowodowanych między innymi ludźmi u których Ayla się wychowała, a którzy przez „Innych” są traktowani jak zwierzęta i wręcz „ohyda”. Mija wiele czasu nim ludzie których Ayla spotyka na swojej drodze (a także Jondalar) zaczynają pojmować że Klan to ludzie tak samo jak oni, tylko zachowujący się w inny sposób.

Nie jest to seria którą czyta się jednym tchem – powiedziałabym raczej, że się ją smakuje. powoli, z umiarem. Może jest to kwestia opisów – których po prostu czasami jest bardzo dużo (Akcji też jest mnóstwo, żeby nie było, że książka jest nudna – nie jest!). Opisy, mimo, że są ciekawe i naprawdę czuje się jakby się było tam, w czasach epoki lodowcowej, to chwilami chce się od tego po prostu odsapnąć. Jednak opowieść ta działa trochę jak narkotyk – nie udało mi się jej odstawić na dłużej niż 2-3 dni bo już nurtowało mnie co się stanie dalej 🙂
Teraz, po przeczytaniu 5502 stron nie miałabym nic przeciwko kolejnym 5502 stronom.. Chciałabym poznać dalsze losy Ayli i jej przyjaciół (jakoś towarzyszenie jej przez ponad 15 lat to jednak dla mnie mało :P). Nurtuje mnie też pytanie co się stało z klanem który pozostawiła.. z Ludźmi których spotkała.. Chciałabym się dowiedzieć kilku rzeczy, które nie zostały wyjaśnione a miałam na to nadzieję – nie będę pisać o jakie rzeczy czy sytuacje mi chodzi bo może ktoś na nie czeka i Mu zaspoileruję, że się nie dowie ;P
Koniec końców wielkie brawa dla autorki – Jean M. Auel – za wykreowanie tak wręcz namacalnej rzeczywistości 🙂

Czytaj całość

Jacek i kot – Bajka

JACEK I KOT


W pewnym dużym mieście mieszkał Jacek. Jacek miał 29 lat, pracował jako informatyk w dużej firmie, mieszkał w ładnym mieszkaniu a każdy jego dzień miał ustalony harmonogram. Tak, Jacek uwielbiał mieć wszystko uporządkowane, poukładane i zaplanowane. Wstawał o 9 rano, zjadał śniadanie, umył naczynia, wziął szybki prysznic i w pracy był na 10:30. O 14:00 szedł na obiad. Po dokładnie 8 godzin od przyjścia do racy wstawał od komputera, sprawdzał dwa razy czy wszystko zabrał – klucze, portfel, telefon – i zbierał się do wyjścia. Po drodze szedł na zakupy. Nawet jadłospis na tydzień był dobrze rozplanowany. Na każdy dzień inne danie na kolację inne na obiad. W każdą niedzielę zapisywał jakie dania zrobi sobie w następnym tygodniu. Potem robił listę zakupów, każdego dnia kupował produkty potrzebne do zrobienia dania z dnia następnego. Uważał, że dzięki temu jak czegoś zapomni to jeszcze będzie miał możliwość dokupienia w dniu następnym. Wieczorami grał na swoim komputerze w różne gry, a godzinę przed snem czytał książkę. Spać kładł się dokładnie o 23:00, bo mniej niż 9 godzin snu powodowało że był niewyspany i zły przez cały dzień. We wtorki i czwartki wychodził na piwo z kolegami, a w środy grał w gry planszowe. I tak mijały Jackowi dni, z czego był bardzo zadowolony.

Pewnego deszczowego dnia gdy wieczorem grał w jedną ze swych ulubionych gier usłyszał dziwny dźwięk.

– Co to tak jęczy? – powiedział do siebie zdziwiony – Hmm chyba coś za oknem..

Jacek wstał z fotela i podszedł do balkonu. Ledwo otworzył drzwi do pokoju wpadła przemoczona, czarna, futrzasta kula!

– Co jest!? – krzyknął wystraszony i szybko zamknął drzwi.

Nagle kula się ruszyła, otrzepała mocząc wszystko dookoła – łącznie z Jackiem – i miauknęła.

– Kot? – zapytał głośno Jacek patrząc jak pod futrzakiem robi się coraz większa kałuża.

– Nie no, sorry mały ale nic tu po tobie – powiedział do kota i podniósł go z zamiarem wyrzucenia na balkon, skąd wcześniej przyszedł.

Otworzył drzwi i już miał wystawić kota gdy poczuł jak pod jego rękami zwierzątko drży. Popatrzył na deszcz który intensywnie padał na balkon.

– Boisz się? – zapytał, mimo, że nie spodziewał się żadnej odpowiedzi – No, faktycznie jest trochę zimno.. i mokro..

Jacek stał tak niezdecydowany w drzwiach balkonu przez dłuższą chwilę. Kot zrezygnowany wisiał w jego rękach jak szmaciana lalka. Po chwili namysłu wrócił wraz z kotem do pokoju i zamknął drzwi.

– No dobra, leje i jest paskudnie więc możesz zostać. Ale tylko dziś, ok? – poważnie powiedział do kota, który w odpowiedzi zwinął się w kłębek przy drzwiach i zasnął.

Jacek patrzył na kota przez dłuższą chwilę, po czym odwrócił się by wrócić do porzuconej nagle gry. Siadając na fotelu jego wzrok przykuł zegar na ścianie – było po 23! A jeszcze trzeba wziąć prysznic! Chyba nie będę wyspany jutro..” pomyślał poirytowany. Jacek wziął szybki prysznic, umył zęby i położył się do łóżka.

– Miau.. Miau.. Miau! – z rana rozległ się drażniący uszy dźwięk zaraz obok położonej na poduszce głowy Jacka.

-Co z tym budzikiem.. Przestawił się dzwonek w telefonie? I w ogóle która godzina!? – mamrotał do siebie zaspany, szukając ręką telefonu.

Nagle jego ręka trafiła na coś miękkiego i puszystego. Dodatkowo to coś się ruszało!

-Co do..!? – Jacek obrócił głowę w stronę dziwnego czegoś, otworzył oczy i napotkał spojrzenie okrągłych, złotych oczu.

-Miau! – miauknął kot siedząc na krawędzi łóżka. Łapką zaczepiał wystającą spod kołdry rękę Jacka. Nie drapał, tylko delikatnie dotykał.

W pierwszym momencie Jacek stwierdził że to nawet miłe uczucie. Jednak po chwili, w pełni rozbudzony krzyknął:

– Co Ty robisz na moim łóżku! Zmiataj stąd! – krzyknął na kota jednocześnie sięgając po telefon.

– Jest dopiero 7:30? Czemu budzisz mnie o takiej porze!! – oskarżycielskim głosem zapytał kota.

Kot zamiauczał w odpowiedzi i zeskoczył z łóżka. Teraz miauczał z poziomu podłogi, i nie wyglądało na to aby miał zamiar przestać.

– Czego Ty chcesz? Czemu nie śpisz? – zastanawiał się na głos Jacek – może.. jesteś głodny?

Jacek niechętnie wstał z łóżka i poszedł do kuchni z zamiarem rzucenia mu czegoś z lodówki do jedzenia. Wyciągnął kilka plasterków szynki i kawałek kiełbasy. Kot chyba faktycznie był głodny bo plątał się cały czas Jackowi między nogami, ocierając się o nie przymilnie.

– Masz, i daj mi spać! – upomniał kota, dając mu szynkę na ziemię, po czym wrócił do łóżka.

„Hmm która godzina?” – pomyślał budząc się Jacek. Spoglądną na telefon – o cholera! Jest po dziesiątej!

– zły wyskoczył z łóżka i pobiegł do łazienki.

– Spóźnię się! To wszystko przez tego kota! – krzyczał, kiedy brał prysznic jednocześnie próbując umyć zęby.

Po 10 minutach Jacek ubrany chwycił plecak i już miał wychodzić gdy jego wzrok napotkał zwiniętego w kłębek kota na fotelu.

– Złaź! Wychodzimy! Popatrz, już nie pada, możesz sobie iść! – Chciał chwycić kota, ale ten nadzwyczajnie szybko schował się pod kanapą.

– Nie mam czasu, chodź tu! – mamrotał Jacek, jednak kot nie zwracał na niego najmniejszej uwagi, jedynie jego oczy śledziły ruch ręki chłopaka. Raz nawet kot pacną łapą rękę Jacka, jednak o dziwo nie użył pazurów.

– Osz Ty! Dobra otwieram okno, mam nadzieję że sobie pójdziesz.. Bo jak wrócę i zobaczę, że coś to napaskudziłeś… To nie ręczę za siebie! – powiedział na odchodne Jacek, zamykając za sobą drzwi mieszkania. Do pracy trafił 30 min spóźniony, głodny i ogólnie zły.

– Co to się stało, że nie przyszedłeś jak zwykle dokładnie na stand-up? Zapytali rozbawieni koledzy.

– Czyżbyś zarzucił codzienną rutynę? – Zapytał udając powagę Tomek – kolega siedzący najbliżej, po lewej stronie Jacka.

– Kot się stał – odpowiedział na wcześniejsze pytanie pomijając zaczepkę kolegi patrząc wymownie na jedyną w teamie koleżankę – Monię. Wiedział, że uwielbia koty i zaraz się zacznie przesłuchanie, ale wolał mieć to już z głowy, a nie chciało Mu się wymyślać innego powodu spóźnienia.

– Kot!? Masz kota? Jak wygląda? Skąd go masz? Lubi się tulić? Przyniesiesz go? Mogę zobaczyć? – w ciągu 5 sekund został zbombardowany milionem pytań dotyczących kota, o którym miał nadzieję zapomnieć jeszcze tego samego wieczoru.

– Nie mam, a na pewno nie będę miał wieczorem. Przypałętał się jakiś wczoraj, a, że lało, to pozwoliłem mu zostać.. Do dziś.

– Aha.. Czyli pewnie z rana go wyrzuciłeś? – trochę z żalem powiedziała koleżanka.

– No.. Chciałem, ale zwiał pod kanapę.

– Aha.. – widać było że koleżanka ledwo powstrzymuje uśmiech.

– Czemu się cieszysz? Zostawiłem okno otwarte i kazałem mu wyjść. Nie mam czasu dla kota. Przez Niego się nie wyspałem, spóźniłem i nie zjadłem śniadania! Mam nadzieję że jak wrócę do domu to go nie będzie!

– Mhm, marzenie ściętej głowy.. – mruknęła w odpowiedzi chichocząc, jednak Jacek już tego nie usłyszał bo poirytowany włączył muzykę, ubrał słuchawki i zabrał się do pracy.

„Uff w końcu w domu” pomyślał Jacek otwierając drzwi od mieszkania. Był przemoczony, po południu zaczęło padać, a On nie miał ze sobą parasola – „Dobrze że mam blisko” stwierdził do siebie w myślach naciskając klamkę. Wszedł, zaczął zdejmować buty i rzucił torbę z zakupami na fotel.

-Maiuuu! Arghh! – rozległ się wrzask który mógłby obudzić umarłego.

Jacek wystraszony cofnął się i potkną o zdjęty chwilę wcześniej but – Łup! – upadł na podłogę przy okazji uderzając nogą o szafkę.

– Co do…

– Miau?.. – Usłyszał i po chwili siedział na nim kot.

– To nadal Ty? Miałeś sobie pójść! – naburmuszony warkną do kota który nic sobie z tego nie robiąc ułożył się wygodnie na jego brzuchu. Do tego zaczął mruczeć i mrużyć oczy.

– Przestań tak robić! Nie jestem Twoim łóżkiem! – już miał strącić kota, jednak w ostatniej chwili zawahał się – włożył rękę w drżące od mruczenia futro leżącego kota i zaczął głaskać.

– Całkiem miękkie.. Ciekawe jaka byłaby z Ciebie czapka albo rękawiczki, co? – Jakby w odpowiedzi kot otworzył oczy i popatrzył na Jacka jakby chciał powiedzieć „przestań bredzić” – przynajmniej tak wydawało się Jackowi.

– No dobra złaź. Chciałbym wstać – Jacek powoli ściągnął kota z siebie i wstał.

Po pierwszym kroku poczuł mocny ból w kostce lewej nogi – Au! – krzyknął i złapał się fotela.

– No nie.. To przez Ciebie! Pewnie od tego uderzenia w szafkę.. – myślał na głos.

Powoli rozłożył zakupy i popatrzył dookoła. Niby wszystko tak jak zwykle ale jednak.. Jacek próbował doszukać się czegoś (oprócz kota) co się nie zgadzało w pokoju – nagle – Osz Ty kocie!! – krzyknął i podszedł do doniczki z paprotką, a raczej do czegoś co kiedyś mogło być nazwane paprotką. Teraz gdzie z bujnej roślinki pozostało kilka marnych gałązek.

– Kto Ci pozwolił zjadać paproć!? To nie był Twój obiad! Zły kot! – irytował się jeszcze, a kot, jak to kot, patrzył tylko swoimi wielkimi ślepiami lekko przekrzywiając głowę. Podszedł do Jacka i zaczął się o niego ocierać, a po chwili położył się na jego stopach.

– Teraz mam zamiar zrobić sobie kolację, więc bądź łaskaw zejść – powiedział już spokojnym, aczkolwiek nadal złym głosem Jacek.

Wysunął się spod miękkiego kociego futra i podszedł do lodówki. Po chwili poczuł jak kot łazi między jego nogami ocierając się namolnie. Do tego zaczął miauczeć dopraszając się czegoś.

– Co chcesz? Głodny? – Nie nie nie. Nie mam nic dla Ciebie. Możesz wyjść i upolować mysz.

Zadowolony, Jacek zrobił sobie kanapki z szynką i serem. Kot nadal pomiaukiwał cicho patrząc smutno na Jacka.

– No nie patrz tak.. dobra.. masz – rzucił kotu kawałek szynki – ale nie licz na więcej!

Kot porwał szynkę jeszcze zanim dotknęła ziemi i szybko połknął – Chyba faktycznie byłeś głodny – Powiedział Jacek i dał kotu jeszcze dwa plasterki. Popatrzył chwilę wstał i wyjął z lodówki kawałeczek kiełbasy – Masz jeszcze to – rzucił kiełbaskę w stronę kota który podskoczył i złapał ją w locie.

– Łał! No to było niezłe! Jak na kota.

Kot popatrzył na Jacka i.. wskoczył na blat.

– Złaź natychmiast! Już! – Krzyknął Jacek – Kot tylko machnął ogonem i podreptał do zlewozmywaka aby

po chwili.. usiąść w nim.

– Co ty wyprawiasz?

– Miau! – odezwał się kot i trącił łapką kran.

– Chcesz.. wody? Zdziwiony zapytał Jacek po czym odkręcił odrobinę wodę. Ku jego zdziwieniu kot

przechylił łepek i zaczął pić prosto ze strumienia wody. Skończywszy pić kot oblizał się, zeskoczył na ziemię i usiadł, gapiąc się na Jacka.

– Co się tak patrzysz? – Wymruczał Jacek zakręcając kran.

„Ten kot jest dziwny” – pomyślał. Zjadł kolację i usiadł przy komputerze aby w końcu w spokoju pograć w grę. Miał zamiar przez godzinę nie myśleć o niczym, a już w szczególności o kotach.

Włączył laptopa, uruchomił grę i skupił się na misji. Już miał skończyć poziom gdy nagle na klawiaturze i jego rękach pojawiło się znajome czarne futro zasłaniając mu wszystko i blokując ruch rąk. W tym momencie usłyszał muzyczkę oznaczającą, że będzie musiał przechodzić poziom od nowa.

– No niee! Sio! to nie miejsce dla Ciebie! – odchylił się aby zdjąć kota z biurka, jednak kot wykorzystał sytuację i szybko wskoczył Jackowi na kolana, zwijając się w ciasny mruczący kłębek.

– Złaź.. – Powiedział już mniej pewnie Jacek – A w sumie siedź sobie, przynajmniej jesteś ciepły.

– Mrrr – usłyszał w odpowiedzi od usypiającego już kota.

– No, koniec tego dobrego, ja idę pod prysznic a ty.. Ty się kładź i niczego nie poniszcz! – uprzedził kota, gdyby przypadkiem coś takiego chodziło mu po głowie.

– Jacek nalał sobie wody do wanny i zadowolony zanurzył się zamykając oczy. Nie zauważył że kot przyszedł za nim i teraz chodził w te i z powrotem po brzegu wanny. Nagle – Plusk! – Jacek otworzył oczy i zobaczył jak przemoczony kot wyskakuje z wanny jak oparzony i drąc się na całe gardło biega mokry po

mieszkaniu.

– Miau! Miauu! – wrzeszczał przerażony kot zostawiając po sobie mokre plamy.

– Uspokój się! – krzyknął Jacek, wyskoczył z wanny i mokry pognał za kotem trzymając w ręku ręcznik. Złapał go leżącego pod kaloryferem w kałuży wody.

– Masz coś pecha do wody, co? – powiedział na wpół zły, na wpół rozbawiony wycierając mokre kocie futro. Widok tego przemokniętego kota był tak komiczny, że nie był w stanie się wściec, mimo bałaganu, który zaraz będzie sprzątał.

– Dobra, teraz do spania. Nie mam już nawet siły czytać po tym całym sprzątaniu – powiedział lekko zezując na kota.

– Miau. – cicho miauknął kot.

– Wiesz co, muszę przyznać, że z mojej rutyny mało co zostało przez Ciebie. Dlatego nazwę cię Rutyna, w

skrócie Rut. Pasuje?

Kot przekrzywił łeb i wskoczył na łóżko, zaraz obok stóp Jacka.

– Nie wolno wcho.. – zaczął Jacek ale zamilkł gdy kot ułożył się na jego nogach i wlepił w Niego swoje wielkie złote oczy.

– Ehh.. Chyba mi odbija. Jakby Monia to zobaczyła.. – już widział oczami wyobraźni jak koleżanka turla się ze śmiechu po podłodze w biurze na wieść, że dał kotu spać na swoim łóżku. Rano Jacek poczuł, że coś po nim chodzi. Otworzył oczy i zobaczył jak Rut przygląda się z zainteresowaniem jego szyi.

– Czy byłbyś łaskaw ze mnie zleźć? – powiedział poirytowany sięgając po zegarek.

– No nie.. po cholerę mnie tak wcześnie budzisz!? – krzyknął widząc godzinę 7:30 na wyświetlaczu telefonu.

Zepchnął kota z siebie na ziemię i odwrócił się w drugą stronę, nakrywając głowę kołdrą.

– Miau.. Miau.. Miau! Miauuuuuu!!! – kot zaczął jęczeć wskakując na szafkę zaraz obok głowy Jacka.

– Czego Ty chcesz!? – Wrzasnął na kota który zadowolony z reakcji odwrócił się i zaczął iść w stronę kuchni.

-Aha.. – zrezygnowany mruknął Jacek i wyszedł z łóżka.

Z lodówki wyjął resztę kiełbasy która została z kolacji oraz szynkę i rzucił kotu. Ten zjadł oblizał się i wskoczył na parapet.

– Miau! – zamiauczał kot dotykając łapą okna.

– Chcesz wyjść? No i bardzo dobrze! Zmykaj! – powiedział Jacek otwierając okno. Kot wyskoczył, odwrócił jeszcze na chwilę głowę patrząc Jackowi w oczy i pobiegł przed siebie.

– No, w końcu spokój – powiedział Jacek, jednak z jakiegoś dziwnego powodu nie odczuł z tego radości. Stwierdził, że nie ma sensu wracać do łóżka. Ubrał się, zjadł śniadanie i poszedł do pracy.

– Jacek! Czy Ty się dobrze czujesz? – zapytał Tomek wybałuszając oczy na wchodzącego do firmy kolegę.

– Tak, a bo co? – odburknął Jacek.

– Bo.. jeszcze nie ma 9.. A Ty jesteś w pracy.. – powiedział zdziwiony.

– Jak tam kot!! – wtrąciła od razu Monika.

– Poszedł sobie rano – westchnął Jacek.

– Dziś rano? To pewnie cały wieczór skakał Ci po głowie! To chyba powinieneś się cieszyć że już go nie ma? – Zapytała szczerząc się koleżanka.

– Noo tak, cieszę się, w końcu będę miał spokój – odburknął i ubrał słuchawki.

– Noo widzę właśnie jaki jesteś szczęśliwy.. – Powiedziała Monika wywracając oczami. – Ale kto wie, może kiciuś wróci.. – dodała już ciszej śmiejąc się pod nosem.

Jacek ze dziwieniem zauważył że już powinien wychodzić z pracy – była 17. Zebrał swoje rzeczy i wyszedł. Powolnym krokiem szedł w kierunku mieszkania, myśląc o tym, że dziś żaden kot nie będzie się na niego gapił i czegoś od niego chciał. Wszedł do mieszkania, zdjął kurtkę i usiadł przy biurku. Włączył komputer i zaczął grać. Granie jakoś nie bardzo Mu szło. Co chwilę patrzył na okno albo na krzesło, tam gdzie wcześniej przesiadywał kot.

– Ech, może jednak coś poczytam.. – powiedział do siebie coraz bardziej czując przytłaczającą ciszę mieszkania. Po 30 minutach usilnych prób skupienia uwagi na czytanym tekście odpuścił i odłożył książkę.

– Durny kot, jak był było źle, jak go nie ma jest jeszcze gorzej… – mamrotał do siebie robiąc kanapki. Zły usiadł na kanapie a jego wzrok spoczął na pozostałościach z paprotki – Nachmurzył się jeszcze bardziej. „Głupi, głupi kot” – pomyślał chwytając za doniczkę. Wyszedł na balkon i wyrzucił kwiatka za barierki. Wszedł do mieszkania, odwrócił się z zamiarem zamknięcia drzwi gdy nagle coś miękkiego otarło się o jego nogi.

– Miau? – usłyszał znajomy dźwięk. Spojrzał w dół, skąd wlepiało w niego wzrok dwoje złoto-żółtych oczu.

– Rut! – powiedział ucieszony Jacek.

Dał kotu jeść i zadowolony patrzył jak Rut wskakuje mu na kolana.

– Hmm wiesz co, jak już tak tu łazisz to możesz zostać. Tylko masz mnie słuchać! – powiedział poważnym głosem Jacek – ale najpierw pójdziemy do weterynarza, nie będziesz mi tu przywlekać żadnych paskudztw. Zakupimy Ci też obróżkę.. Jacek zabrał kota do pobliskiej kliniki weterynaryjnej gdzie kota zbadano, zaszczepiono i odrobaczono. Kot dostał też obrożę i książeczkę szczepień.

– No, teraz jestem porządnym kotem – powiedział zadowolony Jacek.

– Miau.. – ziewną kot zasypiając w rękach Jacka.

– No to chyba wszystko, Pańska kotka jest zdrowiuteńka, ale przez następny miesiąc może być trochę osowiała – powiedział weterynarz

– Kotka? W sumie nawet się nie zastanawiałem nad płcią – popatrzył na kota z ciekawością – a czemu osowiała?

– No, będzie mieć małe, za jakiś miesiąc. Nie wiedział Pan? – odpowiedział z uśmiechem doktor i odszedł. Jacek zaniemówił, popatrzył na kotkę i usiadł na krześle.

– O żesz…

Czytaj całość

„Bank Violettkäfer. Dział Depozytów Nadzwyczajnych” – recenzja

Bank_Violettkafer


Na wstępie mogę powiedzieć, że po przeczytaniu ostatniego słowa od razu sprawdziłam, kiedy (i czy!) będzie część druga. Na szczęście będzie, na nieszczęście – nie wiadomo jeszcze kiedy. Książka, choć z początku jak dla mnie zawiera za dużo opisów już po kilkunastu stronach mocno pochłania i to nie tylko za sprawą głównego bohatera – Wacława. W trakcie Jego podróży spotyka wiele postaci, o których czytelnik po prostu chce wiedzieć więcej i więcej, a najchętniej to dostałby ich osobne biografie ;).

Książka opowiada o mocno stąpającym po ziemi mężczyźnie – Wacławie, który nagle zostaje dyrektorem banku – i to nie byle jakiego – banku który aż pęka w szwach od magii. Co ciekawe i dość rzadko spotykane w książkach typu Bohater-Którego-Życie-Nagle-Wywróciło-Się-Do-Góry-Nogami, Wacław bardzo szybko przyjmuje do wiadomości, że magia jednak istnieje, a istoty takie jak wampiry czy czarodzieje chodzą po naszym świecie. Miło było dla odmiany przeczytać coś, gdzie bohater nie traci połowy książki na godzenie się ze swoim nowym losem/powołaniem i zamiast skarżyć się, po prostu przechodzi od razu do działania. A akcji to mamy tu sporo! W sumie cały czas coś się dzieje, a jak już myślałam, że w końcu nastąpi chwila odpoczynku i Wacław sobie odsapnie (tak, nawet zaczęłam Mu realnie współczuć) to fabuła zaskakiwała mnie nowym wątkiem.

Mamy tu trochę kryminału, dużo fantasy, szczyptę ironii, a nawet odrobinę miłości – polecam każdemu kto ma ochotę na wciągającą opowieść, ale taką inną niż wszystkie 🙂

Czytaj całość